sobota, 20 czerwca 2015

#2 Mira

-Zajebiście.... gdzie ja wylądowałam? - spytałam podłamana.

To jakiś żart, prawda? To wszystko musi być snem! Nigdy nie budziłam się w środku nocy. Zegar nigdy nie zatrzymywał się równo z północą, co do sekundy. Przecież... tylko w filmach pojawia się w lustrze psychopatka. Tyle, że u mnie nie pragnęła śmierci. Pomimo  tego wciągnęła mnie do tego świata. Spoliczkowałam siebie. Uderzyłam się dość mocno. Czułam pulsowanie w obolałym policzku. Pomasowałam się. W jednej chwili poczułam przerażenie. Cholera! Myśl! Przestań w ogóle myśleć o przyszłości! Co mi to da? Padało coraz mocniej. Ciężkie krople spadały na mniej. Silny wiatr zawiał prosto w twarz. Zatrzęsłam się. Przymrużyłam oczy i zerknęłam w stronę nieba. Powoli się uspakajałam. Czyżby to świat...

-Po drugiej stronie lustra? - spytałam siebie nie dowierzając. - Ja śnię... - obróciłam się wokół własnej osi rozkładając bezradnie ręce.

Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk. Krzyk bólu, rozpaczy i desperacji. Spojrzałam w tamtą stronę. Czarne kruki wzbiły się w powietrze. Pomimo ulewy odleciały od miejsca krzyku. Otworzyłam lekko usta. Iść czy nie iść? Nie mogłam się zdecydować. Potrzebuję schronienia ale co się stanie jak coś mi zrobią? Ryzykuje. Zrobiłam kilka kroków. Zawahałam się. A co jeżeli to pułapka? W końcu nie wiem czemu się tutaj znalazłam. Jaki jest cel mojego przybycia tutaj? Kompletnie nie wiem. Wrzasnęłam zirytowana. Nie wiem niczego. Nie potrafię sobie przypomnieć niczego z mojej przeszłości. Być może coś pomogłoby mi odnaleźć się tutaj.  Wydarzenie, które przypieczętowało moje przybycie. Jęknęłam głucho. Rozległ się kolejny krzyk. Automatycznie poszłam w jego stronę. Las, który mnie otaczał  był spowity mrokiem. Żadnych liści. Jedynie kora drzew i czarne gałęzie, które wyglądały, jakby chciały mnie schwytać i nigdy nie puścić. Robiło mi się coraz zimniej. Marzłam. Tuż obok mnie uderzył w ziemię piorun. Przestraszyłam się i upadłam na bok. Zamknęłam oczy.

-Boję się.. - pisnęła dziewczynka tuląc mocniej z każdym błyskiem i grzmotem swoją mamę.

Gdy otworzyłam oczy, oniemiałam. To znowu ja. Tyle, że jeszcze młodsza. Ja... bałam się burzy jak każda mała dziewczynka. Mama, otuliła małą wersję mnie. Znów jej twarz była niewyraźna. Pogłaskała po włosach.

-Cii... nadal się boisz? Przecież jesteś bezpieczna - uspakajała. 

-Ale wszystko może się zdarzyć ! - wykrzyknęła.

Czułam się dziwnie przyglądając swojemu wspomnieniowi. Dziewczynka płakała. W jej szklanych oczach od łez można było się przejrzeć... Ale co z tego? 

Wyciągnęłam rękę i zamrugałam. Znowu koniec. Usłyszałam jak grzmi. Wstałam i pobiegłam przed siebie. Zauważyłam drewniany domek. Okna były pozasłaniane bordowymi zasłonami z materiału. Podobnie jak te kurtyny wszystkie w teatrach. Ale... to raczej do siebie nie pasuje. Przeczesałam palcami włosy i podeszłam do drzwi. Stanęłam i podniosłam rękę ścisnietą w pięść. Chciałam już zapukać kiedy się zawahałam. Obleciał mnie strach, znowu. Po chwili głębokich rozmyślań zapukałam. Odsunęłam się kawałek od drzwi i z niecierpliwieniem czekałam aż mi je ktoś otworzy.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Zawsze musi padać i grzmień. Czy choć raz w takiej sytuacji nie może być słońca? xd
Nie, no żartuje! Szkoda, że trochę krótkie, ale w niczym nie ustępuje poprzedniemu rozdziałowi. Weny życzę i oby tak dalej!
~Shadow

Missingami pisze...

Aj tam narzekanie. Gdyby świeciło słońce to nie byłoby TEGO klimatu.. I to by popsuło całe opowiadanie. Czy słyszał kiedyś ktoś o horrorze w słońcu? No.. Może istnieją takie horrory, dla niektórych ludzi, np. cały dzień na plaży w upale.. Ale wracając. Fajna część :3 Krzyk mnie przeraża :O
~ES