niedziela, 27 września 2015

#7 Mira

Prze de mną rozwidlenie dróg a Makoto kazał mi wybierać. Nie powiedział słowem, czy aby na pewno wszystkie ścieżki prowadzą tam, gdzie chce mnie zabrać. Nie potrafię mu zaufać. Nie jestem w stanie wybrać, bo nie znam tych dręczących ludzi konsekwencji. Westchnęłam ciężko. Spoglądawszy na ścieżkę po prawej usłyszałam za nami śmiech kobiety. Perlisty, delikatny i kruchy. Tutaj idzie odnaleźć szczęście? Wydaje mi się, że nie. Chyba... chyba, że to ja mam klapki na oczach. Może ktoś podświadomie wykreował mi ten świat aby mnie zniszczyć, złamać moją psychikę? Ale.... ja jestem słabym człowiekiem. Z jakiej racji ktoś miałby się patyczkować, by mnie tu sprowadzić? Nic z tego nie rozumiem. Spojrzałam za siebie ponownie słysząc ten sam głos. Jednak zbyt bardzo podchodził on do osoby, która oszalała. Która przegrał i dała się wciągnąć w ten cień. Pozwoliła, by znikła w oczach innych.
Rzuciwszy ostatnie spojrzenie, by sprawdzić czy nikt za nami nie idzie, ruszyłam przed siebie. Wybrałam most. Liczyłam się z tym, że mógł się zawalić kiedy tylko na niego wejde. W głowie jednak rozbrzmiewała mi tylko jedna sentecja. Pozory mylą. Tak więc posłuchałam głosu mego serca i szłam. Przyjrzałam się mostowi. Wykonany był z pięknych kamieni, choć były zwykłe, z pola. Dostrzegłam w nich piękno. Zawsze chciałam przez taki most przejść. Dotknęłam bladą i drobną dłonią muru, który zrobiony był z tego samego materiału. Zimny, martwy kamień spowodował dreszcze na całym ciele. Idąc do przodu przesuwałam opuszkami palcy po gładkiej powierzchni. Jakby świeżo wypolerowanej. Ktoś na pewno co dziennie przychodzi i pielęgnuje ten most. Wygląda przecież jak nowy! Żadnego piachu czy też brudu. I nagle, poczułam się wyjątkowo. Wyobraziłam siebie na karej klaczy z gracją przegalopującą przez ten most. Na mych ustach widniał uśmiech a oczy iskrzyły się dziecięcymi igraszkami. A przecież mam już tą pieprzoną pełnoletniość. Ta... w duchu pragnę wrócić do czasów mojego dzieciństwa. Ha! Pojawia się problem. Nie zbyt pamiętam jakie było. Parsknęłam cicho przyspieszając i zagłębiając się dalej w las.  Jak na razie ogarnia mnie wewnętrzny spokój, pomimo przytłaczającej mnie, wrogiej atmosfery. Wypełniło mnie znajome poczucie szczęścia. Takiego dziecięcego. Las... za pewno to większość dzieciństwa w nim spędziłam. Wywiera na mnie tyle pozytywnych emocji. Mój duch i wola walki odbudowują się przebywając na łonie natury. Wśród zieleni. Nie zależnie jaki to był odcień i jakie uczucia na mnie wywierało. W powietrzu unosić się nagle zaczęły krople, które upadły z tych szarych chmur. Wisiały tak w powietrzu jak bańki mydlane, tyle że przezroczyste, pokazując świat pod innym kątem. Zza chmur wyjrzały promienia słońca, które wydawały mi się z lekka ponure. Nie przeszkadzało to jednak tym unoszących się łzom. Przez przejrzystą powierzchnię przebijały się jasne promienie dając niesamowity, bajkowy efekt. Rozdziawiłam buzie obserwując to zjawisko. Piękne, owiane mistycznością. Wydywało mi się, że trafiłam do krainy snów i nadal śnię. Ale to prawda. To co prawdziwe nie musi być zawsze straszne, okropne, pokolorowane w barwach szarości. Uśmiechnęłam się szeroko z podziwiem a na policzkach pojawiły się delikatne rumieńce.

-Zawsze tak jest po burzy? - spytałam.

Obróciłam się wokół siebie spoglądając na krajobraz mymi niebieskimi oczami. W blasku tego słońca ogarnął je szary cień ciągłego smutku a raczej bezradności. Stanęłam w miejscu spoglądając w niebo a później na Makoto. Chłopak przyglądał mi się od dłuższego czasu, nie zwruszony otaczającym go pięknem. Chcąc nie dać za wygraną spojrzałam pewnie w jego czerwone oczy.  Ten podszedł do mnie, uśmiechnął się delikatnie i pogładził po głowie. Tak jakby był moim starszym braciszkiem.  

-Zawsze. - odparł, przekrzywiając lekko głowę.

Zdezorientowana nagłą zmianą jego nastawienia odsunęłam się od niego. Zbyt gwałtownie. Wargi śnieżnego chłopca wykrzywiły się w nieprzyjemny grymas. Wyciągnął przed siebie dłoń i przypatrując jej się ogarnęła go złość. Zacisnął mocno szczęki.

-No tak. Nie ufasz mi - wysyczał przez zęby.

Szybko jednak się ogarnął. Gdy usłyszeliśmy za nami kroki w postaci szelestu i dźwięków łamania gałęzi, oby dwoje, równocześnie spojrzeliśmy w tamtą stronę. Zaległa grobowa cisza. Chwilę później dało się słyszeć niewyraźne mamroczenie nieznajomego i ledwo słyszalny chichot. Spojrzałam na Makoto po czym pobladłam. Mimika twarzy mówiła wszystko. Chłopak nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji. I prawdopodobnie się znają. To zajebiście. 

-Znasz go? - spytałam znienacka przerywając ciszę. Ciut za głośno. 

-Cicho, głupia! - fuknął nasłuchując kroków. 

Przerwa w krokach po to, by usłyszeć je coraz szybciej zbliżające się w naszą stronę.  Co ja najlepszego zrobiłam. Większego szczęścia niż ja, nie ma nikt inny. 

-Oczywiście, że znam - mruknął błyskawicznie do mnie podchodząc. - Biegnij! 

Chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął. Ruszyłam z początku potykając się ale zdążyłam złapać równe, szybkie tempo. Makoto biegł prze de mną nadal mocno trzymając za rękę. Nie zwalnialiśmy. Odwróciłam głowę by zerknąć czy czasem nas jeszcze nie goni. Zza krzaków wyskoczył chłopak. Chudy i strasznie blady. Miał na sobie czarne spodnie, trampki o tym samym kolorze oraz szarą, obszerną bluzę z kapturem. W ręku trzymał zakrwiawiony nóż kuchenny. Wten mnie oświeciło. Dla pewności wytężyłam wzrok by przyjrzeć się jego twarzy. Wiedziałam.  Chłopiec o wiecznym uśmiechu, Jeff z tej sławnej Creepypasty, którą znają wszyscy fanatycy strasznych historii. Wyrwałam nadgarstek spod uścisku dłoni Makoto. I ruszyłam jak najszybciej umiałam przed siebie. Towarzysz widząc to również przyspieszył. Na mej buzi pojawił się nieśmiały uśmiech. Tego było mi trzeba, tej adrenaliny. Czy jednak moje nogi wytrzymają długo? Wątpię. Wkrótce zaczęłam ciężko dyszeć więc zwolniliśmy by się wreszcie zatrzymać. Nie było niczego słychać. Pochyliłam się do przodu próbując się zregenrować i odpocząć po długim biegu. 
Ruszyliśmy dalej. Nogi mnie bolały jak cholera.  Westchnęłam. Wyszliwszy z lasu wstąpiliśmy do miasta. Wyglądało ono jakby żywcem wyciągniętego z czasów średniowiecza. Ale coś mi tutaj nie pasuje. Ubiór ludzi. Taa.... wyglądali zbyt nowocześnie, jakby z mojego XXI wieku. Nie rozumiejąc niczego. Makoto zaprowadził mnie w jedną z uliczek gdzie nagle zaatakowała mnie kobieta. Nieznajoma przyłożyła mi nóż do gardła. Śniezny chłopiec błyskawicznie wyrwał ułomnej kobiecie nóż. Czując się już bezpieczna Odepchnęłam myśliwego od siebie, a Makoto robił zamach. Szybko się opamiętał, i podał mi nóż. Patrząc na niego pytająco pochwyciłam broń. Stałam jakby nie przytomna. Jedynie krzyk kobiety, która się na mnie teraz rzuciła, zdołał przywrócić mnie do rzeczywistości. Z przerażeniem mocno zamachnęłam się i przeorałam jej  pierś. Na jej ciele pozostawiłam głęboką ranę spowitą piękną czerwienią... Zaraz, co? Nie ważne.. trzymałam teraz zakrwawiony nóż drżącymi dłońmi. Pod moimi nogami padło truchło. Nie mogąc uwierzyć tym, co właśnie zrobiłam upuściłam narzędzie zbrodni. Wyraźnie w głowie słyszałam jego pobrzękiwanie, gdy upadł na kamień. Makoto połozył moją rękę na ramieniu i zaczął gdzieś prowadzić. Nagle przed nami stanęła wysoka blondynka. Ubrana była w długą, suknię balową powlekaną świecącymi się dodatkami, różnymi cekinami. Patrzyła się na mnie z wyższością swoimi szarymi oczami i mocno podkreślonymi ustami. Aua. 

-Jakie jest twoje życzenia? Spełnię każde, najskrytsze - wycedziła unosząc pod bródek do góry. 

-Chcę... - kompletnie nie wiedziałam czego chcę. 

A teraz nagle przeszył mnie ból w plecach. Wydobyłam z siebie niemy krzyk mojego bólu. Z ust pociekła mi krew. Kaszlnęłam zła na suknię  jej 'wysokości' brudząc szkarłatem. Ta jedynie odskoczyła i mocno przywaliła w policzek. Poczułam jak ktoś wyciąga mi coś z pleców. Krzyknęłam gdy ból nasilił się jeszcze bardziej. Słabłam z każdą chwilą coraz bardziej. Zamknęłam oczy. Pochłonęła mnie ciemność. Znikłam? Za pew...

I nie potrafiła  już nabrać powietrza. Krew wypełniła jej płuca jak i brudziła czarną bluzę. Jej ciało stało się sztywne i gdy je dotknąłeś, czułeś chłód. Istota martwa leżała u stóp Makoto i damy. Nie zdołała wrócić do domu. Oszalała. Człowiek taki jak ona jednak nie miał lepszego wyboru, niż pójść ślepo za mordercą.
W sumie...
Stała się mordercą a sama została zamordowana.  

niedziela, 6 września 2015

#6 Mira

A gdy zamknęłam oczy, ból nasilił się jeszcze bardziej. Z każdą chwilą  odnosiłam wrażenie, że zaraz oszaleję, zabiję się, by skończyć to cierpienie. Jak to zwali...? Agonią.... Zdecydowanie tamta dziewczynka nim oddała się w ręce śmierci, zaśpiewała słodką ale jakże wzruszającą pieśń swojej agonii. A jak brzmiałaby moja? Długa, pełna rozdzierającego krzyku, czy może krótka, wypełniona ciszą. Czy tak jak dziewczynki tonącej, byłaby to pozytywka w głowie oraz własny krzyk? Nie... Istnieje wiele sposobów śmierci, dlatego istnieje wiele sposobów przedstawienia czyjeś agonii. Z pewnością, dziewczynka dawno straciła przytomność. Twierdzę tak, ponieważ widzę nicość. Żadnej myśli. Po prostu utonęła. Kto zrobił błąd? Matka? Tylko ona przychodzi mi na myśl. Bo gdyby nie ona, wszystko zakończyłoby się happy endem. Nagle płuca nie wytrzymały. Wszystko pękło przeszywając mnie niemiłosiernym bólem. Bo nie tylko płuca na tym ucierpiały. Mostek oraz wszystkie żebra zostały złamane jednocześnie. Wrzasnęłam,  gwałtownie otwierając oczy. Po tym mogłam spokojnie powiedzieć, że zostanienie nie mową jest możliwe. Ból... to jedyne moje wytłumaczenie. Takie utonęcie... najgorsze tortury, które mogą być tuż po tych z średniowiecza. Teraz rozumiem, czemu najpierw tracimy prytomność. Bóg ukochał istotę ludzką jak i inne żywe istoty i pozwolił im stracić przytomność, udusić się by później nie czuć tego bólu rozrywającego twoją pierś. Do moich źrenic dotarło jasne światło. Zaczęrpnęłam głośno powietrza oddychając głęboko.  Z szeroko otwartymi oczami, które mówiły wszystko, wpatrywałam się w biały sufit. Byłam sparaliżowana tym co się właśnie stało. Tzn... co widziałam. Jednakże, to dziwne bo nigdy nie odczuwałam we wspomnieniach bólu. A kiedy mrugnęłam, do oczu napłynęły mi łzy, które już po chwili spływały strugą po policzku. A gdy zdolność poruszania się powróciła do mnie, uniosłam jedynie drżącą prawą rękę do góry. Moja twarz wyrażała teraz... nic. Obojętność  i lekko powagę. Rozejrzałam się. Nadal przebywałam w pokoju Sakury, ale leżałam na jej łóżku. Miękka i pachnąca, różowa pościel. Byłam sama. Usiadłam na łóżku lekko przygarbiona. Z daleko przyjrzałam się wszystkim lalkom małej dziewczynki. I teraz zdałam sobie sprawę, że właśnie te Dollfie nie pasowały do całego wystroju Sakury, który moim zdaniem był przesłodzony. Ale co ja mogę się spodziewać po kilkulatce. A wracając do lalek... pewnie zastanawiacie się, czemu tutaj nie pasowały. Odpowiedź jest prosta. Patrząc na nie, odbierasz wrażenie, że w każdej chwili jakaś ruszy się z miejsca. Że każda z nich miała swoje za uszami. Że skrywają jakąś mroczną tajemnicę. Że zaraz jakaś się na mnie rzuci. W sumie pewnie ja będę tak samo wyglądać. Wybuchnęłam nagłym śmiechem. Odchyliłam głowę do tyłu wpatrując się tępo w ścianę. Do pokoju weszła cała piątka i w osłupieniu spoglądali na mnie. Odpychając się od łóżka wstałam na równe nogi spoglądając na nich. Zatraciłam się w szaleństwie? Czy ten ból był właśnie po to? Czy ktoś albo coś pragnie tego, bym oszalała, by zniszczono doszczętnie moją psychikę? Człowiek tak bardzo chce zdobyć wiedzę na każdy temat. Ale... to nie jest możliwie. Ja wierzę, że po śmierci i tak wiedza będzie mi nie potrzebna. Ponownie wybuchłam śmiechem.

-Czego tak się śmiejesz? - spytał Makoto.

-Sytuacja w której się znajduje jest tak żałosna, że aż śmieszna - parsknełam.

-Przeszła burza, wyruszamy - rzekł nie wdając się w szczegóły.

Całkiem tak, jakby wiedział co się stało po tym jak zemdlałam.  Interesujące.... ale czy prawdziwe? To są tylko moje teorie, i na dzień dzisiejszy wolę nie wypytywać o to. Ale za to nasuwa mi się inne pytanie.

-Gdzie?

-Z pewnością chcesz wrócić do domu. A raczej musisz - odparł mierząc mnie wzrokiem. - Czy aby na pewno uznałaś sytuacje za śmieszną, czy może dostałaś schizy? - dodał ale nieoczekiwał odpowiedzi, ponieważ błyskawicznie wyszedł z pokoju.

Zamurowało mnie. Schizy...? Chodzi mu o to, że choruję na chorobę psychiczną, schizofrenie? To nie możliwe. Jestem pewna tego co powiedziałam i nic tego nie zmieni. Wiem doskonale co czułam i miałam prawo do każdej reakcji. Dla mnie to wszystko już jest żałosne. Dlatego jedyne co mi pozostało to śmiać się i patrzeć jak staczam się na sam dół. Nagle przeszedł mnie dreszcz. Co jeżeli wszystkie wspomnienia na raz wrócą? Czy będę czuła ból? To się okaże dopiero kiedy to nastąpi. Na razie nie muszę się tym zadręczać.  Spojrzałam na reszte, która spoglądała na mnie współczująco. Ale nic nie zrobili. Po chwili odeszli pozostawiając mnie samą. Dłonią zasłoniłam lewy profil swojej twarzy. Kim ja się stałam? Teraz zauważyłam swoją zmienność. Pewnie jest ona spowodowana moją utratą pamięci. Albo taka byłam zawsze. Jeżeli jednak to pierwsze, to nie chce by utworzyła się inna osobowość. Stęknęłam z niezadowoleniem. Wyprostowałam się a głowę odchyliłam delikatnie znów do tyłu. Wzięłam kilka oddechów i wyszłam również.
Stojąc obok Makoto ostatni raz spojrzałam na czwórkę domowników. Uśmiechnęłam się do nich,  dając znać, że sobie jeszcze radzę. Jak długo to jeszcze nie wiem.

-Możemy już iśc. Chcę opuścić tą krainę jak najszybciej - zwróciłam się do chłopaka.

Nie ufałam mu co do tej podróży ale jako jedyny mógł mnie zaprowadzić do miejsca, gdzie wrócę do domu. Z jednej strony byłam niezmiernie szczęśliwa ale z drugiej... bałam się jak cholera. Doskonale pamiętam słowa tej uroczej kobiety. To jest dopiero początek, a to co po za tym domem jest o wiele straszniejsze. Prawdopodobnie nie wytrzymam tam. Ale co będzie to będzie. Z chłopakiem wyszłam na zewnątrz. Szliśmy równym krokiem zmierzając przed siebie. Czy Makoto wie gdzie idziemy? Spojrzałam na niego kątem oka, jednak odwróciłam speszona wzrok. Patrzył się na mnie inaczej niż wcześniej. Tak, jakby chciał mnie poznać, dowiedzieć się o mnie czegoś więcej. Zadrżałam. Nie lubię tego.... Na pewno to coś przyniesie. Ale czy szczęście? Tego nie wiem. Zaczynam także powątpiewać, że zaprowadzi mnie  do mojego domu. Po za tym jak ja wrócę? Nagle zatrzymaliśmy się. Spojrzałam na niego pytająco a następnie przed siebie. Rozwidlenie dróg i są trzy opcje. Pójdę w prawo lub w lewo dróżką, albo prosto przechodząc przez most. I które teraz wybrać....? 

wtorek, 1 września 2015

#5 Mira

Otworzyłam oczy. Nigdzie nie widziałam małej dziewczynki, która w pewnym stopniu by mnie przypominała. Rozejrzałam się i ze zdziwieniem stwierdziłam, że ludzie i sklepy są strasznie wielkie. Zmalałam? Przecież nie jestem jak Alicja w Krainie Czarów i nie wypiłam ani nie zjadłam niczego podejrzanego. Nagle zdałam sobie sprawę, że idę, że tak naprawdę nie mam wpływu na to co robię. Idę. Ale tak naprawdę to nie ja ide. Obserwuję. Robię to z kimś. Czuję się dziwnie, będąc w czyimś ciele. Nie potrafiłam odnaleźć się w moich myślach. Chaos  jaki odczuwałam był nie do pojęcia.  To wszystko przytłacza człowieka, a mnie wystarczającym stopniu, bym uznała siebie za wariatkę. Właściwie, ja już oszalałam. Wiem to. Tego nie idzie z niczym innym pomylić. Ktoś trzymał mnie za rękę.
Ciekawe gdzie mnie zabierze. 
Dziecięcy głos odbił się echem. To zabrzmiało tak, jakby był w pomieszczeniu. Rozejrzałam się. Ze zdziwieniem zauważyłam, że za mną jest bezkresna czerń. Ja... ja jestem w ciele dziecka? Ale.. jak to..? W gardle poczułam rosnącą gule. Po policzkach spłynęły mi łzy. Płaczę. Czemu? Nie wiem. Powoli odzyskuję swą pamięć choć to będzie długotrwały proces. Czuję, że z każdym wspomnieniem więcej jest coraz ciężej. Mam ochotę krzyczeć. Walić pięściami o wszystko. Demolować. Niszczyć. S I A Ć  C H A O S .  Czyżbym nie potrafiła kontrolować swych emocji? Na to wychodzi. Po co zadaje sobie pytania. To nie dorzeczne. Starłam łzy. Nie mogę być miękka! Może i mam skłonności do płaczu  i chęci wyżywania się ale co z tego! Muszę przetrwać by wyjść z tego bagna. A co z moimi marzeniami? Kij z tym, że jak narazie żadnych sobie nie przypomniałam. Ale przecież każdy je ma! Każdy chce je spełnić. Nawet jeśli...
Mamo..? 
Dziecięcy głosik pełen trwogi i przestrachu wyrwał mnie z diologu, który prowadziłam sama ze sobą. Pięknie, rozmawiam sama ze sobą by nie zwariować kompletnie. Dość... Wróciłam do dzieciaka. Głową ruszała na wszystkie strony. Tak to ona. W końcu to moje jedno wspomnienie. Żadna ciepła dłoń nie trzymała mojej, drobnej i niezwykle delikatnej.
Mamo!
Usłyszałam głośniejsze nawoływanie w głowie. Czemu wołałam wtedy w myślach a nie darłam się na cały głos? Nie ogarnę tego, w końcu dzieckiem nie jestem. No i chyba wiem czemu teraz w myślach gadam sama ze sobą. Przymrużyłam oczy. Albo nie wiem? Jakby się zastanowić, to wszystkie moje myśli, nie mają składu ani ładu. Nic nie można zrozumieć. Trzeba się domyślić. Właśnie... trzeba... Westchnełam ciężko. Mała dziewczynka  rozpaczliwie rozglądała się dookoła. Wśród tłumu nie mogła znaleźć tej ukochanej osoby. Do jej oczu napłynęły łzy ale w ten usłyszała pozytywkę. Spokojna melodia wystarczyła, by dać zapomnieć o zaistniałej sytuacji. Kojarzyłam tą melodię. Musiałam być przy tym, więc to wspomnienie należy do mnie. Dziewczynka podeszła do stoiska skąd dobiegała muzyka. Lalki... malutkie. Przyjrzałam się im. Firma zadbała o każdy szczegół oraz o wiele ruchomych stawów. To były lalki kolekcjonerskie. Dollfie. I tylko tyle wiem. Nie zagłębiałam się jakoś w to. Nie kręciły mnie lalki choć wyglądały na idealny pierwowzrór człowieka.  Dziewczynka chciała taką, ale była bardzo droga. Czego można było się spodziewać? Po za tym i tak nie miała jak zapłacić. Posmutniała więc a zauważyła to inna dziewczynka. Więc podeszła do mnie i wymieniły parę zdań, których nie mogłam usłyszeć. Obserwowałam całą sytuację. Tam ta dziewczyna była złudnie podobna do mnie ale twarz była zamazana. Przynajmniej oczy. A  wiadomo, że po oczach można poznać ludzi. Chwyciła mnie za nadgarstek i zaciągnęła gdzieś, gdzie znajdował się staw i pomost. Coś mi tu nie pasowało. Dziewczynki usiadły na pomoście. Tam ta druga dała mi lalkę. Zachwycona zaczęła ją oglądać z bliska. Nie zauważyła, że nowa koleżanka zakradła się za nią. Było się dzieckiem, więc chyba to zrozumiałe. Ale... to co później  się wydarzyło. Znajoma wyrwała lalkę z rąk jednocześnie boleśnie nas szczypiąc. Szybko wstałam i spojrzałam na nią. Dziewczynka popchneła mnie mocno do wody. Wymachując bezradnie rękami wpadłam w pluskiem uderzając o nieruchomą taflę. Dziewczynka była tak przerażona i sparaliżowana strachem, że nie mogła nic zrobić. Albo tak czy siak, nie umiała pływać. Patrzyłam się na małą dziewczynkę, która uśmiechała się od ucha do ucha i z zaintrygowaniem przyglądała się, jak tonę. Krzyknęłam w wodzie ale jedynie co zrobiłam, to wypuściłam powietrze. Czułam narastający ból spowodowany narastającym ciśnieniem w wodzie. Zaraz mi te cholerne płuca wysadzi! Traciłam przytomność a ja... a we mnie wlało się przerażenie. Czy to aby na pewno moje wspomnienie? Zaczynam w to wątpić.... więc dotychczasowe urywki życia, nie musiały należeć do mnie. Czyli... to tylko wskazówki, które mają mi w czymś pomóc. Ale w czym? Zacisnęłam mocno powieki. Pochłania mnie ciemność. Cały czas tylko czerń i pustka. Gdzie w tym wszystkim znajdę biel, światło prowadzące do szczęścia? W sumie, to teraz mało istotne. Ja zawsze tak tyle nad tym myślałam? Więc tak wygląda moja natura.... filozof. To na pewno.  A gdzie reszta charakteru? Co jeżeli wykształci mi się fałszywa osobowość? Nie chcę... przestańcie... to nie jest zabawne. Chcę wrócić... do domu. Zapomnieć. Mam już dosyć. Nie wytrzymam długo jeżeli będę zadawać pytanie i szukać odpowiedzi stojąc tylko w miejscu. Co za ironia... Wybudź się już ! 



~~~
Przepraszam za długą zwłokę ale no cóż.... lenistwo to lenistwo.
Rozdział jest krótki bo... tak. 
Ale tak serio to uważam, że jedno dłuższe wspomnienie (bądź nie wspomnienie) powinno być w tym rozdziale, a powrót do rzeczywistości, w której się znajdujemy, tylko by wam nie potrzebnie namieszał w głowie. Tak czy siak, to wystarczająco pomieszałam i jest bez składu X'D .
Więc no... sądzę, że powoli zbliżamy się do wyjaśnienia zagadki tajemniczej nazwy rozdziałów.
Chcę zobaczyć w komentarzu jakie są wasze teorie na temat tego, czym jest 'Mira'. A tutaj ma dwa znaczenia ;3