sobota, 27 czerwca 2015

#3 Mira

Przestawałam z nogi na nogę. Boję się, zimno mi, jestem zmęczona i głodna. Teraz wiem jak czują się wszyscy bezdomni oraz bezpańskie psy. Westchnęłam cicho. Usłyszałam trzask wydobywający się z drzwi. Podskoczyłam lekko cofając jedną nogę do tyłu. Zerknęłam na klamkę. Ktoś jednak jest w chatce. Poddenerwowałam się. Nie lubię takich sytuacji kiedy muszę prosić o pomoc. Wcale. Drzwi otworzyły się. Prze de mną stała kobieta. Była cholernie podobna do mojej ciotki, której nie trawie. Długie, falowane, szarawe włosy. Wysoka, chuda i miała ten tajemniczy uśmiech na ustach. Jakby coś skrywała. Właściwie ich ubiór był trochę inny. Ta tutaj była ubrana w gotycką, czarno-bordową suknię. Paznokcie miała długie i pomalowane na czerwono. A co najważniejsze... nie posiadała oczu. Tak samo jak nastolatka będąca moim odbiciem. Jednakże dziewczynka z lustra nie wyglądała tak przerażająco. Puste oczodoły kobiety  spoglądały w moją duszę, powoli, kosztując każdy strach i lęk do jej osoby. Miałam dziwne wrażenie jakby mnie pochłaniała, chciała wessać do środka. Odwróciłam wzrok. Zaczęłam przyglądać się falbanom kreacji. Zza nich wychylała się główką małej dziewczynki. Kręcone blond włosy, które związane miała czarną wstążką. Wyglądała podobnie jak swoja matka, jeżeli chodzi o ubiór. Posiadała brązowe oczy, wręcz czarne. Uśmiechała się do mnie, lecz miała zszyte usta. Wieczny uśmiech. Dziewczynka w ręce trzymała brązowego misia, którego tuliła do siebie mocno. Jak gdyby bała się, że ktoś jej zabierze pluszową zabawkę. Gorączkowo myślałam,  co powiedzieć. Nie wiem, czy jest ranek, czy może wieczór.

-Witam - wreście się przywitałam. - Czy... mogłabym u państwa przeczekać burze? Zgubiłam się i nie wiem gdzie jestem - szybko wytłumaczyłam.

Kobieta jeszcze szerzej się uśmiechnęła delikatnie otwierając czarne usta. Odsunęła się i gestem dłoni zaprosiła mnie do środka. Drżałam. Czułam, że pomimo braku oczu, ona mnie bacznie obserwuje.  Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wnętrze urządzone na bogato.  Kominek, duży stół, skórzane fotele. Czułam to ciepło. Nie pewnie weszłam  do środka. Na jednym z foteli siedział chłopak, jakoś w moim wieku. Czarne włosy zakrywały  mu kark. Posiadał łatę na policzku, przyszyte usta, choć nie do końca. Niektóre igły miał powbijane do głowy. Swoją glowę odwrócił w moją stronę. Jego oczy wyrażały smutek i pewnego rodzaju żal. Chłopak wstał i zniknął gdzieś na chwilę, by powrócić z kocem. Podszedł do mnie. Czuł się swobodnie jednak wiedziałam, że coś go trapi. Czyjaś obecność w tym domu ale nie moja. Chłopak otulił mnie kocem i spojrzał na moją twarz. Czarne oczka wpatrywały się w moje. W przeciwieństwie do poprzednich, te były piękne. Szklane, kruche, delikatne. Gdy oderwał się od moich oczu, wyprostował się.

-Shitsuboo - szepnął ledwo słyszalnie. - Choć.

Chwycł mnie za rękę i szarpnął. Zdziwiona poszłam za nim. Stanął przy jednym z krzeseł, które było odsunięte i pchnął mnie w jego stronę każać usiąść. Posłusznie wykonałam rozkaz. A co innego miałam zrobić? Spojrzałam na przeciw siebie. Zesztywniałam. Chłód powrócił oraz dreszcze. Lustro... identyczne jak tam to moje w domu. Wyglądałam normalnie, choć cała mokra. Nagle ktoś położył mi ręcznik na głowę. Wyjrzałam w lustro by zobaczyć kto to był. Drugi chłopak, którego nie widziałam. Miał on białe włosy zgolone po lewej stronie. Posiadał przebite uszy i czerwone oczy. Ubrany był nowocześnie. Uśmiechnął się delikatnie.

-Jestem Makoto. Proszę cię, wytrzyj się i zjedz coś. Co prawda jesteśmy już po kolacji także nie przejmuj się - powiedział przyjaźnie na co ja drgnęłam.

W zamyśleniu wstałam. Przewiesiłam koc przez oparcie krzesła. Pospiesznie wzięłam ręcznik wytarłam moje ciało. Z grubsza. Jak skończy się burza to na pewno będę sucha. Gorzej z moimi włosami. Po pięciu minutach oporczywego wycierania włosów spojrzałam w lustro. Potargane, pokołtunione. Westchnęłam niezadowolona. Nagle usłyszałam  za sobą podejrzany odgłos. Coś się wbijało w skórę i miało zamiar przebić kości. Odwróciłam się gwałtownie zarzucając włosami a ręcznik upadł na ziemię. Zamarłam. Czemu moje przeczucia i myśli, muszą się sprawdzać? Makoto stał nad kulącym się Shitsuboo. Właśnie do mnie coś dotarło. Shitsuboo z japońskiego znaczy "rozpacz".  Stałam sparaliżowana. Zauważyłam, że Shitsubo na mnie patrzył błagając o pomoc. Co robić? Takie pytanie słyszałam w swojej głowie. Desperacko chciałam mu pomóc.

-Sh.. - jednak zauważyłam ostrzegawcze spojrzenie Makoto skierowane w moją stronę.

Po chwili wrócił do chłopaka. Rozejrzałam się. Kobieta przestała się uśmiechać i widocznie nie była z tego zadowolona. Mała dziewczynka również chciała zaprzestać jednak nie mogła. Przeszkadzały jej w tym, jak się okazuje, specjalne szycie. Normalnie mogłaby przybrać poważny wyraz twarzy. Spojrzałam na Makoto.

-Zdradziłeś jej swoje imię? A co ci mówiłem? - zapytał podnosząc głos.

Zaczął przymierzać się do kopniaka. Zaraegowałam pod wpływem impulsu. Rzuciłam się na chłopaka. Pchnęłam białowłosego, który upadła na ziemię. W moich oczach malował się strach, przerażenie i desperacja. Co teraz? Chyba źle zrobiłam. Zaatakowany chłopak spojrzał na mnie wściekle. Wstał i jakby porzucając Shitsuboo przymierzał się do mnie. Przybliżył się do mnie przekraczając moją strefę osobistą. Drgnęłam nerowo. Patrzył się w moje oczy zastanawiając się nad czymś. Nagle uśmiechnął się szeroko i odsunął się.

-Świetnie! Doskonale! - wymruczał jakby sam do siebie i zniknął gdzieś za drzwiami.

Zdziwiona odporowadziłam go wzrokiem. Przykucnęłam przy Shitsuboo. Starłam z jego czoła krew i rękę otarłam o swoją bluzę. Nie będzie widać. Wstałam i podeszłam do ręcznika, który mi wypadł. Podniosłam go i położyłam na krzesło. Rozejrzałam się. Wszyscy byli spięci co wyczuć można na kilometr. Coś jest nie tak. Czujnie obserwowałam wszystkich dookoła. Usyszałam kroki Makoto. Odwróciłam się w jego stronę. Niósł ze sobą talerz.

-Usiądź... Suzan - mruknął kładąc talerz na stole.

Zesztywniałam. Posłusznie usiadłam a on zajął miejsce obok mnie bacznie obserwując każdy mój ruch. Patrzyłam na jedzenie. Podał mi mięso i szczerze, to boję się spytać co to.

-Skąd wiedziałeś jak mam na imię? - zapytałam.

-Słodka tajemnica. Jak ci się poszczęści to się dowiesz w swoim czasie - odparł. - Jedz.

Ukroiłam kawałek mięsa i nałożyłam na widelec. Miałam właśnie skosztować, kiedy w mojej głowie rozległ się krzyk. Ten sam krzyk kiedy przybyłam do tego świata. Upuściłam widelec, który dźwięcznie odbił się od białego talerza. Z przerażeniem patrzyłam na posiłek prze de mną. Co on mi do cholery daje do jedzenie? Moję ręke nadal wisiała w powietrzu mocno drżąc.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Co tu się dzieje?! Przemoc w rodzinie o-o I te puste oczy i zaszyte usta... brrr... ciary mam od samego czytania ;-; Chodź swoja drogą: zaszyć dziecku usta w uśmiech-szczęśliwe dziecko xd Ale serio, to nie śmieszne .-.
Nareszcie się doczekałam! Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Oby tak dalej!
PS: Suzan? Ona ma na imię Suzan? To co jest ta Mira? :c Pisz, pisz szybko bo chcę wiedzieć!
~Shadowa, ten fajny xd

Missingami pisze...

Dołączając sie do Shadowa.. Ja myślałam, że ONA to Mira.. ;-; Ale skoro jest Suzan, to kto to ta Mira? O.o Za skomplikowane xD
+ zapłacisz mi za moje koszmary o tej rodzinie! XD Ale Shitsuboo jest słodki *-* Nie wiem czemu przypomina mi Naruciaka z Mad Father'a xd
Bardzo fajna część ^^
~ES