niedziela, 6 września 2015

#6 Mira

A gdy zamknęłam oczy, ból nasilił się jeszcze bardziej. Z każdą chwilą  odnosiłam wrażenie, że zaraz oszaleję, zabiję się, by skończyć to cierpienie. Jak to zwali...? Agonią.... Zdecydowanie tamta dziewczynka nim oddała się w ręce śmierci, zaśpiewała słodką ale jakże wzruszającą pieśń swojej agonii. A jak brzmiałaby moja? Długa, pełna rozdzierającego krzyku, czy może krótka, wypełniona ciszą. Czy tak jak dziewczynki tonącej, byłaby to pozytywka w głowie oraz własny krzyk? Nie... Istnieje wiele sposobów śmierci, dlatego istnieje wiele sposobów przedstawienia czyjeś agonii. Z pewnością, dziewczynka dawno straciła przytomność. Twierdzę tak, ponieważ widzę nicość. Żadnej myśli. Po prostu utonęła. Kto zrobił błąd? Matka? Tylko ona przychodzi mi na myśl. Bo gdyby nie ona, wszystko zakończyłoby się happy endem. Nagle płuca nie wytrzymały. Wszystko pękło przeszywając mnie niemiłosiernym bólem. Bo nie tylko płuca na tym ucierpiały. Mostek oraz wszystkie żebra zostały złamane jednocześnie. Wrzasnęłam,  gwałtownie otwierając oczy. Po tym mogłam spokojnie powiedzieć, że zostanienie nie mową jest możliwe. Ból... to jedyne moje wytłumaczenie. Takie utonęcie... najgorsze tortury, które mogą być tuż po tych z średniowiecza. Teraz rozumiem, czemu najpierw tracimy prytomność. Bóg ukochał istotę ludzką jak i inne żywe istoty i pozwolił im stracić przytomność, udusić się by później nie czuć tego bólu rozrywającego twoją pierś. Do moich źrenic dotarło jasne światło. Zaczęrpnęłam głośno powietrza oddychając głęboko.  Z szeroko otwartymi oczami, które mówiły wszystko, wpatrywałam się w biały sufit. Byłam sparaliżowana tym co się właśnie stało. Tzn... co widziałam. Jednakże, to dziwne bo nigdy nie odczuwałam we wspomnieniach bólu. A kiedy mrugnęłam, do oczu napłynęły mi łzy, które już po chwili spływały strugą po policzku. A gdy zdolność poruszania się powróciła do mnie, uniosłam jedynie drżącą prawą rękę do góry. Moja twarz wyrażała teraz... nic. Obojętność  i lekko powagę. Rozejrzałam się. Nadal przebywałam w pokoju Sakury, ale leżałam na jej łóżku. Miękka i pachnąca, różowa pościel. Byłam sama. Usiadłam na łóżku lekko przygarbiona. Z daleko przyjrzałam się wszystkim lalkom małej dziewczynki. I teraz zdałam sobie sprawę, że właśnie te Dollfie nie pasowały do całego wystroju Sakury, który moim zdaniem był przesłodzony. Ale co ja mogę się spodziewać po kilkulatce. A wracając do lalek... pewnie zastanawiacie się, czemu tutaj nie pasowały. Odpowiedź jest prosta. Patrząc na nie, odbierasz wrażenie, że w każdej chwili jakaś ruszy się z miejsca. Że każda z nich miała swoje za uszami. Że skrywają jakąś mroczną tajemnicę. Że zaraz jakaś się na mnie rzuci. W sumie pewnie ja będę tak samo wyglądać. Wybuchnęłam nagłym śmiechem. Odchyliłam głowę do tyłu wpatrując się tępo w ścianę. Do pokoju weszła cała piątka i w osłupieniu spoglądali na mnie. Odpychając się od łóżka wstałam na równe nogi spoglądając na nich. Zatraciłam się w szaleństwie? Czy ten ból był właśnie po to? Czy ktoś albo coś pragnie tego, bym oszalała, by zniszczono doszczętnie moją psychikę? Człowiek tak bardzo chce zdobyć wiedzę na każdy temat. Ale... to nie jest możliwie. Ja wierzę, że po śmierci i tak wiedza będzie mi nie potrzebna. Ponownie wybuchłam śmiechem.

-Czego tak się śmiejesz? - spytał Makoto.

-Sytuacja w której się znajduje jest tak żałosna, że aż śmieszna - parsknełam.

-Przeszła burza, wyruszamy - rzekł nie wdając się w szczegóły.

Całkiem tak, jakby wiedział co się stało po tym jak zemdlałam.  Interesujące.... ale czy prawdziwe? To są tylko moje teorie, i na dzień dzisiejszy wolę nie wypytywać o to. Ale za to nasuwa mi się inne pytanie.

-Gdzie?

-Z pewnością chcesz wrócić do domu. A raczej musisz - odparł mierząc mnie wzrokiem. - Czy aby na pewno uznałaś sytuacje za śmieszną, czy może dostałaś schizy? - dodał ale nieoczekiwał odpowiedzi, ponieważ błyskawicznie wyszedł z pokoju.

Zamurowało mnie. Schizy...? Chodzi mu o to, że choruję na chorobę psychiczną, schizofrenie? To nie możliwe. Jestem pewna tego co powiedziałam i nic tego nie zmieni. Wiem doskonale co czułam i miałam prawo do każdej reakcji. Dla mnie to wszystko już jest żałosne. Dlatego jedyne co mi pozostało to śmiać się i patrzeć jak staczam się na sam dół. Nagle przeszedł mnie dreszcz. Co jeżeli wszystkie wspomnienia na raz wrócą? Czy będę czuła ból? To się okaże dopiero kiedy to nastąpi. Na razie nie muszę się tym zadręczać.  Spojrzałam na reszte, która spoglądała na mnie współczująco. Ale nic nie zrobili. Po chwili odeszli pozostawiając mnie samą. Dłonią zasłoniłam lewy profil swojej twarzy. Kim ja się stałam? Teraz zauważyłam swoją zmienność. Pewnie jest ona spowodowana moją utratą pamięci. Albo taka byłam zawsze. Jeżeli jednak to pierwsze, to nie chce by utworzyła się inna osobowość. Stęknęłam z niezadowoleniem. Wyprostowałam się a głowę odchyliłam delikatnie znów do tyłu. Wzięłam kilka oddechów i wyszłam również.
Stojąc obok Makoto ostatni raz spojrzałam na czwórkę domowników. Uśmiechnęłam się do nich,  dając znać, że sobie jeszcze radzę. Jak długo to jeszcze nie wiem.

-Możemy już iśc. Chcę opuścić tą krainę jak najszybciej - zwróciłam się do chłopaka.

Nie ufałam mu co do tej podróży ale jako jedyny mógł mnie zaprowadzić do miejsca, gdzie wrócę do domu. Z jednej strony byłam niezmiernie szczęśliwa ale z drugiej... bałam się jak cholera. Doskonale pamiętam słowa tej uroczej kobiety. To jest dopiero początek, a to co po za tym domem jest o wiele straszniejsze. Prawdopodobnie nie wytrzymam tam. Ale co będzie to będzie. Z chłopakiem wyszłam na zewnątrz. Szliśmy równym krokiem zmierzając przed siebie. Czy Makoto wie gdzie idziemy? Spojrzałam na niego kątem oka, jednak odwróciłam speszona wzrok. Patrzył się na mnie inaczej niż wcześniej. Tak, jakby chciał mnie poznać, dowiedzieć się o mnie czegoś więcej. Zadrżałam. Nie lubię tego.... Na pewno to coś przyniesie. Ale czy szczęście? Tego nie wiem. Zaczynam także powątpiewać, że zaprowadzi mnie  do mojego domu. Po za tym jak ja wrócę? Nagle zatrzymaliśmy się. Spojrzałam na niego pytająco a następnie przed siebie. Rozwidlenie dróg i są trzy opcje. Pójdę w prawo lub w lewo dróżką, albo prosto przechodząc przez most. I które teraz wybrać....? 

Brak komentarzy: